Music

Lista obecności ^^

środa, 16 września 2015

Rozdział VI

Akcja 'serduszko' w komentarzu xd
________________________________________________________________________
- Minako!- rozpromieniona twarz kobiety przyodziała ten częsty, jaśniejący uśmiech, który był dla dziewczyny piękniejszy nawet od gwiazd, które wielokrotnie pomagały jej w przetrwaniu ciężkich chwil.
- Mama!- dziewczynka wykrzyknęła do niej. Zdążyła bowiem nauczyć się, iż tak właśnie ma zwracać się do tej ciepłej kobiety, pełnej uroku i szczęścia, które rozdawała wszystkim naokoło, choć sama zaznała go naprawdę niewiele. Po nieokreślonym czasie, który dla stojącej i obserwującej wszystko z boku różowowłosej ciągnął się nieskończenie, postacie wpadły sobie w ramiona, śmiejąc się do siebie i kręcąc dookoła. Obie osoby stały na tle gwieździstego nieba, które było nad nimi i pod.
Dwie większe i smuklejsze dłonie, skalane trudem życia, chwyciły za swoje mniejsze i delikatniejsze odpowiedniczki, z zamiarem nie puszczania ich już nigdy.
Jednak nic nie trwa wiecznie, nawet najpiękniejsza mara.
Wnet sen przemienił się w koszmar, granatowa powierzchnia, przyozdobiona srebrem gwiazd, zaczęła po prostu się sypać, jak zbite szkło, raniąc matkę z córką.
Minako wydała z siebie krzyk rozpaczy i chciała rzucić się w ich stronę. Jednak niewidzialne ściany powstrzymały ją, oddzielając zarówno od pary,  jak i istnej katastrofy, jaką były spadające odłamki nieba, które cięły i przebijały ich skórę na wylot.
Minako coraz bardziej zaczęła płakać, a przez salwy wstrząsające jej ciałem, wydalały się coraz to cichsze krzyki. Choć chciała zamknąć oczy, nie mogła. Choć chciała się obudzić, nie mogła.
Wiedziała, że ona jako dziecko i Sadako, to tylko wytwór jej wymęczonej i stęsknionej wyobraźni, jednak zrobiłaby wszystko, by zapobiec temu, co właśnie miało miejsce.
Gdy rozszalały huragan ucichł, a cienkie sztylety opadły na ziemie niczym piórka, Minako chwyciła się za twarz, próbując uciszyć swój pełen bólu krzyk. Upadła na kolana.
Przed dziewczyną znajdywał się istny obraz rozpaczy.
Dwa, prawie że nie dające się zidentyfikować ciała, leżały rozkrwawione z głębokimi dziurami po ostrzach, które rozdarły skórę na całej twarzy.
Choć do tej pory ilość krwi była i tak zbyt duża, nagle z niewiadomo jakiego kierunku, zaczęły płynąć rzeki o szkarłatnym kolorze.
Dziewczyna patrzyła na to wszystko rozdarta i roztrzęsiona.
Już dawno przestało ją obchodzić to, co się z nią stanie.
Czerwone i gęste fale zalały jej twarz i wpłynęły do płuc, pozbawiając ją oddechu.
Minako zaczęła opadać na dno, z wyciągniętą w górę dłonią ...

Dziewczyna poderwała się do góry jak oparzona, spadając tym samym z dość wysokiego łóżka, na tyłek, który zdobił wielki, prawie że czarny siniak.
Ona jednak jakby tego nie poczuła i nadal siedziała skulona na ziemi, zakrywając dłońmi twarz i bujając się to w tył, to w przód. Wyglądała przy tym jak osoba z psychiatryka.
Po chwili jednak zobaczyła, że był to tylko zły sen, spróbowała więc unormować oddech i spętać rozszalałe myśli. Nie było to jednak takie łatwe. Prawda czy wymysł, ten sen namieszał jej poważnie w głowię, a ona zaczęła się coraz bardziej lękać o Sadako. Ponadto nie chciała mieć takich mar każdej nocy, która pewnie po którymś razie, stanie się bezsenną.
Trochę już uspokojona, wstała i na chwiejnych, ugiętych nogach ruszyła w stronę łazienki.
Dobrze, że ta była tuż obok.
Podeszła do umywalki i rozkręciła kurek z wodą, jednak po chwili go zakręciła.
Spostrzegła, że jest cała spocona. Musiałam się nieźle rzucać.- pomyślała i zrzuciła z siebie przepocone ubrania.
Naga weszła pod prysznic i nastawiła na zimny strumień, płynący na jej rozgorączkowaną głowę, który kończył spływając po jej nogach.
Gdy skończyła a jej ciało jak i umysł były, mniej więcej, oczyszczone, stanęła stopami na włochatym ręczniku o kolorze czerwonym. Gdy na niego spojrzała, znów zakręciło jej się w głowie. Postanowiła jednak nie panikować.
Owinęła ciało ciasno ręcznikiem i trzęsąc się z zimna, poszła z powrotem do pokoju.
W tej chwili pomyślała, że nie widziała Elis tego dnia, choć była 8;00, a dziewczyna nie wyglądała jej na rannego ptaszka.
W tej chwili spostrzegła jakąś kartkę, zgniecioną na szybko w pół. Zaciekawiona wzięła ją w dłonie.
- Minako, wyszłam o 3:00 z domu. Powinnam wrócić około godziny 9:00. Możesz zrobić sobie kanapki.. Wiesz gdzie jest kuchnia, prawda? Bądź gotowa, bo o 10:00 jedziemy do centrum handlowego, znaleźć ci jakieś ciuchy czy inne pierdoły. Masz, to mój numer- 250-45****. Gdyby działo się coś NAPRAWDĘ niepokojącego, nie zwlekaj i dzwoń.
PS. Wybacz, ale wolę byś nie wychodziła poza ogrodzenie. Choć mieszkamy w lesie, a o tym miejscu wiedzą tylko moi przyjaciele i kilka  zaufanych osób, a sam las znam jak własną kieszeń.
Elis..
Jej serce zabiło. Ciekawe gdzie poszła tak wcześnie, a raczej późno? Pokręciła jednak głową, karcąc się za tą wścibskość.
Podeszła do wielkiej szafy i otworzyła ją.
 
- Elis nie będzie się denerwować jak coś pożyczę.- zaczęła przeglądać różne części garderoby, po chwili wybrała niebieskie jeansy rurki i słodką, różową bluzkę z nadrukiem: PussyCat.
Patrząc na jej ubrania, stwierdziła, że Elisa lubi zarówno słodkie bluzki, seksowne swetry, jak i różne w miarę krótkie spódnice, jednak najwięcej było zwykłych ciemnych rurek, dresów i ''gotyckich'' rzeczy.
Gdy ubrała się w te rzeczy, które były na nią NAWET dobre, ruszyła do kuchni, gdzie zrobiła sobie kanapki ze znalezionym, cudem, masłem orzechowym. Niespiesznie zjadła posiłek i umyła talerz oraz nóż i poszła umyć, a raczej wyszorować zęby.
Po jakimś czasie można było usłyszeć trzask zamykanych drzwi, jednak dziewczyna nie zdążyła się przywitać z dziewczyną, gdyż ta czym prędzej zamknęła się w łazience, w której po chwili można było usłyszeć chlupot wody.
Minako usiadła na łóżku i nasłuchiwała odgłosów ptaków, które wesoło ćwierkały za oknem.
Nawet nie zauważyła kiedy odgłos wody umilkł, a Eli w samym ręczniku wyszła z łazienki.
Minako widząc to, zarumieniła się, choć niedokońca rozumiała dlaczego..
Czarnowłosa podeszła natomiast do szafy, z której wyjęła jakieś ubrania i ruszyła znów do łazienki.
Po chwili wyszła, mając na sobie ten strój.
Włosy natomiast spięła w luźnego, ale wysokiego kucyka, a oczy podkreśliła grubo kredką.
Minako zauważyła, że jej nowa znajoma nie lubi się malować ani być zbyt dziewczęcą. Nie używała nawet tuszu do rzęs. Jedyne co robiła, to ciemne okręgi wokół oczu, które raczej miały przynieść efekt odwrotny słodkiej dziewczynki.
 
- To co, gotowa?- Minako na początku nie zrozumiała o czym tamta mówi, jednak po chwili rozbłysły jej oczy, a ona wydała z siebie głośny pisk.
 
- Tak! Uwielbiam shopping! Ruszajmy podbijać !- krzycząc to, wybiegła z pokoju. Elis
pokręciła tylko głową, uśmiechając się pod nosem.
 
* * *
Minako zsiadła chwiejnym krokiem z czarnego ścigacza, zdejmując z głowy kask i oddalając się od zadowolonej brunetki na bezpieczną odległość.
 
-Nigdy... Przenigdy... Prze-przenigdy więcej...nie wsiądę z tobą... Na tą bestię!!- zaczęła ciężko oddychać.- Chciałaś nas...zabić?!- Elisa patrzyła na nią tylko z krzywym uśmiechem, stojąc oparta o swoją kochaną bestię, mając z różowej niezły ubaw.- A poza tym.. Jak ty chcesz tym zakupy przewieźć?!- Dziewczyna przerzuciła oczami i odbiwszy się nogą od motoru, ruszyła w stronę Wielkiego centrum handlowego. Minako podążyła za nią tylko grzecznie jak pies, wciąż trzymając się za serce i myśląc, jakim cudem przeżyła.
 
- Nie marudź, dla ciebie i tak jechałam wolno i prosto.. Jeśli nie uda nam się zabrać, poproszę Endrue, żeby mi to wieczorem podrzucił. I tak ma zamiar dziś do nas wpaść.- wzruszyła ramionami i weszła  przez wielkie, szklane drzwi.
 
* * *
Po około dwóch-trzech godzinach chodzenia po sklepach, Minako miała już kupione różne ubrania oraz kosmetyki i kilka  par butów.
Eli też od czasu do czasu, gdy wpadło jej coś w oko, kupowała. Raz wciągnęła ją do Empiku i zaczęła piszczeć, widząc nową część jakiejśtam mangi. Różowa nawet nie wiedziała, że coś takiego może tak ucieszyć osobę taką, jaką była Eli.
 
-..Starbuks?- Minako wyrwała się ze swoich rozmyślań.
 
- Co?- spytała robiąc mało inteligentną minę, na co jej towarzyszka przewróciła oczami.
 
- Powiedziałam, że może pójdziemy do Starbucksa?- powtórzyła cierpliwie. Chociaż Minako nie była pewna co to jest, zgodziła się skinieniem głowy.
Po dziesięciu minutach były już na miejscu, gdyż Elis zatrzymała się jeszcze by kupić struny do gitary.
Gdy usiadły do stolików, podeszła do nich miło wyglądająca kelnerka i spytała o zamówienie.
Elisa powiedziała szybko jakąś długą nazwę, zapewne kawy. Dwudziestolatka spojrzała teraz na Minako, a ona zanim zdążyła cokolwiek wydukać, zielonooka powiedziała za nią.
 
- Poproszę ciasto truskawkowe i czekoladę z podwójną bitą śmietaną.- powiedziała i oddała menu kelnerce, a ta ruszyła w stronę lady. Minako spojrzała pytająco na El.
 
- Pomyślałam, że lubisz truskawki i ogółem słodkie rzeczy.- uśmiechnęła się, na co dziewczyna odpowiedziała jej tym samym. Po chwili zaczęły ze sobą rozmawiać.
Gdy dostały swoje zamówienia, Minako spróbowała najpierw powoli obu przysmaków, po czym się na nie 'rzuciła''. Elisa patrzyła na nią z niemałym rozbawieniem.
Gdy Minako skończyła swoją porcję, była cała w śmietanie.
 
- Jesteś cała biała.- zaczęła się śmiać czarnowłosa, na co tamta spaliła buraka i zaczęła się wycierać. Elis, która próbowała opanować salwy śmiechu, spojrzała na nią i zmarszczyła nosek.- Poczekaj, zostało ci trochę na nosie.- mówiąc to, pośliniła swój palec i starła jej śmietanę.
Minako zarumieniła się, ale spróbowała to ukryć, szukając nagle czegoś w torebce.
Nie rozumiała czemu tak znowu zareagowała. Przecież to czysto przyjacielski gest, prawda?
 
- Elisa!- usłyszały krzyk chłopaka, który zaczął zbliżać się w ich stronę. Wymieniona podniosła się i zwarła z chłopakiem w objęciach.
Minako poczuła ukucie.
Kim był ten przystojny, wysoki i dobrze zbudowany szatyn i ciemnozielonych oczach?
 
 

__________ * _______________ * ___________
 
 
Yo!
Zaczynam się martwić o swoją psychikę...
Romansów heterowskich jak nienawidziłam tak nienawidzę, a tu mi nagle romansidło powstaje ;-;
Wybaczcie, że znów taki krótki i denny rozdział..Ale wena poszła w las.
Mam pytanie. Wolicie kiedy obrazy takie jak strój, gdy są wklejone w posta, czy link, który do nich prowadzi? Bo zastanawia mnie, czy was takie 'zaśmiecanie' nie wkurza..
No cóż, jeśli ktoś to czyta, to wystarczy nawet, no nie wiem, małe serduszko w komentarzu, ok?
Pozdrawiam,
Lady Darkness


wtorek, 1 września 2015

Rozdział V

Czarnowłosa podeszła do czarnej szafeczki, wiszącej nad umywalką i wyjęła z niej wodę utlenioną, waciki oraz plastry i opatrunek.

Podeszła do mnie, chwyciła za rękę i posadziła na toalecie.

- Ściągaj bluzkę i spodnie.- powiedziała wychodząc po coś do pokoju. Gdy wróciła z jakimś czarny, długim T-shirtem i.. bokserkami?, i zobaczyła, że nadal siedzę czerwona jak burak, przewróciła oczami i powiesiła przygotowane rzeczy na wieszak.- Przecież cię nie zgwałcę.- mruknęła. Chcąc nie chcąc, ściągnęłam z siebie odzież, którą odemnie wzięła i wrzuciła do kremowego kosza na ubrania. Chwyciła w dłonie wcześniej przygotowaną wodę utlenioną i waciki, wróciła do mnie i uklękła przede mną.

Zaczęła przemywać moje rany na nogach oraz zakładać na nie plastry.

Gdy się pochyliła, dekolt bluzki się obniżył, odsłaniając jej kształtne piersi, które wielkością trochę nie pasowały do szczupłej i lekko wysportowanej sylwetki.

Widząc to, otworzyłam usta i zrobiłam się jeszcze bardziej czerwona, o ile to w ogóle

możliwe, a w moim brzuchu jakby się zagotowało.

Też chciałabym wyglądać jak ona.. przeszło mi przez myśl.

Trwało to jednak chwilę, gdy dziewczyna się wyprostowała i spojrzała na moją czerwień ze śmiesznie zmarszczonym nosem. Nic jednak nie powiedziała.

Po jakiś 10-20 minutach skończyła opatrywanie mnie.

- No, nie jest aż tak źle jak myślałam.

- No cóż, siniaków i ran to się raczej nabawiłam podczas mojej ucieczki.. Josh dbał o swoją.. dziwkę.- wypowiedziałam z obrzydzeniem słowo, które ledwo przechodziło mi przez gardło. Ona chwyciła bok mojej twarzy w rękę i pogłaskała go pocieszająco.

- No dobrze, zostawiłam ci jakieś ubranie do spania.. Ach, i wybacz, że dałam ci bokserki, ale nie używam ma..ma...majtek.- powiedziała z trudem a ja zachichotałam. Spojrzała na mnie z wyrzutem.- No co? Możesz się teraz umyć. W szafce mam dodatkową szczoteczkę do zębów. Gdy już będziesz gotowa, to możesz się rozgościć.

Wyszła zostawiając mnie samą z natłokiem myśli.

Myśląc, że nie mam co tak stać, zdjęłam koronkową bieliznę i wrzuciłam ją do kosza na śmieci, nie na brudy. Weszłam do kabiny, która już tak na dobrą sprawę była w chuj czysta, odkręciłam kurek z ciepłą wodą i włączyłam górny natrysk, pogrążając się w tej miłej błogości. Cała już zmoczona, wyłączyłam wodę, niechcąc jej marnować. Spojrzałam na półkę z żelami i szamponami. Stały tam dwa żele i to oba męskie.. No cóż, już zdążyłam zauważyć, że Eli lubuje raczej w męskich rzeczach. Już wcześniej zauważyłam takowe perfumy.

Odetchnęłam i zaczęłam myć się. Gdy ciało było już czyste, przynajmniej fizyczne, wzięłam szampon o zapachu cytrusów. Przynajmniej on był dla kobiet.

Będąc już czystą i ubraną, weszłam z powrotem do pokoju. Nie było w nim jednak lokatorki.

Poczułem słodką woń w powietrzu. Powąchałam jeszcze raz, i jeszcze, co musiało trochę dziwnie wyglądać.

Po dokładnej analizie mogłam śmiało stwierdzić, iż czuję naleśniki.

Wyszłam z pokoju, wiedząc, że zielonooka pozwoliła mi przemieszczać się po całym domu.

Podążyłam za kuszącym zapachem i tak dotarłam do kuchni, będącej w różnych odcieniach czerwieni.

Elisa stała z talerzem w ręku, drugą ręką podpierając się blatu. Mój brzuch odezwał się jak na zawołanie. Ona spojrzała na mnie z uniesioną brwią.

- Czyżby głodna?- moja twarz zalała się, chyba poraz setny tego dnia, rumieńcem.

Usiadłam do stołu a przede mną wylądował talerz z naleśnikami z Nutellą.

- Chcesz soku?- spytała. Kiwnęłam głową na tak i wzięłam się za jedzenie.- Pomarańczowy?- i znów kiw. Gdy podała mi szklankę z pomarańczową cieczą, usiadła naprzeciwko mnie.- Tylko nie myśl sobie, że zemnie taka dobra gospodyni.

Kiwnęłam tylko głową, i z wilczym wręcz apetytem rzuciłam się na przygotowany posiłek. Spojrzałam na nią. Siedziała z rękami skrzyżowanymi pod brodą, patrząc w dal nieprzytomnym wzrokiem ze zmarszczonymi brwiami.

Dotknęłam palcami powstałych przy tym zmarszczek, wygładzając je na boki.

Ona spojrzała na mnie z szeroko otwartymi oczami.

- Nie marszcz się tak, bo ci zostaną. Sadako tak zawsze mówiła.- uśmiechnęłam się smutno i pogrzebałam upaćkanym w czekoladzie widelcem w naleśniku. A ty nie jesz?- ona pokręciła tylko głową i powiedziała, że raczej rzadko coś je.- Mmm, musisz dobrze gotować.- oblizałam się i wydałam pomruk zadowolenia.

- Hahaha, jesteś jak kociak.- zaśmiała się.- Nie jestem ani trochę dobra w gotowaniu. Umiem zrobić tylko kilka dań. Ogólnie jestem kiepska z robót domowych.. Kiedy chce zrobić pranie, dzwonię do któregoś z chłopaków.- zaśmiała się cierpko. Sądziłam, że będzie się rzadziej śmiać. Nie, żeby mi to przeszkadzało. Wręcz przeciwnie.

-To trochę smutne.- mruknęłam bardziej do niej, niż do siebie. Ona spojrzała na mnie i wzięła łyk napoju w czarnej puszce z napisem ,,Black''.

- Rzadko siedzę w domu. Zazwyczaj biegam, jeżdżę konno, jestem z chłopakami, bądź z koleżanką, jeśli ta mnie siłą wyciągnie na zakupy.- przewróciła oczami.- Ponadto, nie jestem kurą domową i nie mam zamiaru uczyć się robić czegokolwiek, co pomaga w byciu dobrą żoną.- zgrzytnęła zębami a w jej oczach pojawiły się płomienie. Zamilkłam i zaczęłam bawić się sokiem w kubku.

- Nie lubisz chłopaków?- odchyliła się na krześle, a mnie przestraszył fakt, że zaraz spadnie.

- To nie tak, że ich nie lubię.. Od zawsze przyjaźnię się tylko z chłopakami, choć nie powiem, jest w tym pewne ryzyko. Nienawidzę mężczyzn, dla których kobieta to tylko maszyna rozrodcza, worek na spermę i baba od prania skarpet.- nieświadomie zgniotła puszkę w dłoni.- Zarówno nienawidzę również kobiet i brzydzę się nimi.. Tym, że pozwalają na takie traktowanie, miast wziąć się za siebie, że rodzą dzieci i w większości to zwykłe.. sprzedajne... zdziry.- jej nozdrza powiększyły się nieznacznie, więc ścisnęła mocno oczy i zaczęła głośno dyszeć, wbijając sobie paznokcie w skórę. Dopiero w tej chwili, zobaczyłam, że ma zabandarzowane dłonie. Zmrużyłam oczy.

- Wydaję mi się, że chcesz już spać, prawda, Minako?- moje policzki zapłonęły a ja pomachałam głową.- Możemy coś porobić... Poczytać książkę, czy coś.- wstała od stołu i ruszyła w, chyba, stronę pokoju. Przez to, że miała szybki chód, pobiegłam za nią.

Zatrzymała się w pokoju.

- Możesz spać na moim łóżku, bo w gościnnym jest, lekko mówiąc, drobny nieporządek.- mówiąc to, ruszyła ku drzwiom.

-A- a ty gdzie będziesz spać?- spytałam.

- Na kanapie.- wzruszyła ramionami.- Zdarzało się spać i gorzej.

- Jeśli chcesz, możemy spać razem..To znaczy, ka-kanapa jest pewnie niewygodna, a to ja się tu narzucam.- zaczęłam się jąkać i plątać. W ostatku zwiesiłam tylko ręce i głowę, zarzucając na twarz włosy.

Ona podeszła do mnie bezszelestnie i położyła rękę na mojej głowie.

- Nie musisz się mnie tak bać.. Jestem nerwowa i wybuchową osobą, ale nie mam powodów, by się na ciebie złościć.- poczochrała mi włosy. Podeszła do szafy i wyciągnęła drugą kołdrę, po czym położyła się po jednej stronę łóżka.- Idziesz?- spytała. Pokiwałam szybko głową i wsunęłam się pod miękką kołdrę, pachnąca męskimi perfumami.




__________ * _______________ * ___________




Bry wam! W związku z tym, że nie mogłam spać w nocy, dokończyłam ten oto rozdział..
No cóż, z tego to ja już w zupełności zadowolona nie jestem.. No cóż, taki żywot.
Rozdział krótki i do bani, zero akcji i perdzielenie o Chopenie, o Chopin dawno 'ded'...
Nie gniewajcie się ;_;

Lady Darkness