Music

Lista obecności ^^

wtorek, 1 września 2015

Rozdział V

Czarnowłosa podeszła do czarnej szafeczki, wiszącej nad umywalką i wyjęła z niej wodę utlenioną, waciki oraz plastry i opatrunek.

Podeszła do mnie, chwyciła za rękę i posadziła na toalecie.

- Ściągaj bluzkę i spodnie.- powiedziała wychodząc po coś do pokoju. Gdy wróciła z jakimś czarny, długim T-shirtem i.. bokserkami?, i zobaczyła, że nadal siedzę czerwona jak burak, przewróciła oczami i powiesiła przygotowane rzeczy na wieszak.- Przecież cię nie zgwałcę.- mruknęła. Chcąc nie chcąc, ściągnęłam z siebie odzież, którą odemnie wzięła i wrzuciła do kremowego kosza na ubrania. Chwyciła w dłonie wcześniej przygotowaną wodę utlenioną i waciki, wróciła do mnie i uklękła przede mną.

Zaczęła przemywać moje rany na nogach oraz zakładać na nie plastry.

Gdy się pochyliła, dekolt bluzki się obniżył, odsłaniając jej kształtne piersi, które wielkością trochę nie pasowały do szczupłej i lekko wysportowanej sylwetki.

Widząc to, otworzyłam usta i zrobiłam się jeszcze bardziej czerwona, o ile to w ogóle

możliwe, a w moim brzuchu jakby się zagotowało.

Też chciałabym wyglądać jak ona.. przeszło mi przez myśl.

Trwało to jednak chwilę, gdy dziewczyna się wyprostowała i spojrzała na moją czerwień ze śmiesznie zmarszczonym nosem. Nic jednak nie powiedziała.

Po jakiś 10-20 minutach skończyła opatrywanie mnie.

- No, nie jest aż tak źle jak myślałam.

- No cóż, siniaków i ran to się raczej nabawiłam podczas mojej ucieczki.. Josh dbał o swoją.. dziwkę.- wypowiedziałam z obrzydzeniem słowo, które ledwo przechodziło mi przez gardło. Ona chwyciła bok mojej twarzy w rękę i pogłaskała go pocieszająco.

- No dobrze, zostawiłam ci jakieś ubranie do spania.. Ach, i wybacz, że dałam ci bokserki, ale nie używam ma..ma...majtek.- powiedziała z trudem a ja zachichotałam. Spojrzała na mnie z wyrzutem.- No co? Możesz się teraz umyć. W szafce mam dodatkową szczoteczkę do zębów. Gdy już będziesz gotowa, to możesz się rozgościć.

Wyszła zostawiając mnie samą z natłokiem myśli.

Myśląc, że nie mam co tak stać, zdjęłam koronkową bieliznę i wrzuciłam ją do kosza na śmieci, nie na brudy. Weszłam do kabiny, która już tak na dobrą sprawę była w chuj czysta, odkręciłam kurek z ciepłą wodą i włączyłam górny natrysk, pogrążając się w tej miłej błogości. Cała już zmoczona, wyłączyłam wodę, niechcąc jej marnować. Spojrzałam na półkę z żelami i szamponami. Stały tam dwa żele i to oba męskie.. No cóż, już zdążyłam zauważyć, że Eli lubuje raczej w męskich rzeczach. Już wcześniej zauważyłam takowe perfumy.

Odetchnęłam i zaczęłam myć się. Gdy ciało było już czyste, przynajmniej fizyczne, wzięłam szampon o zapachu cytrusów. Przynajmniej on był dla kobiet.

Będąc już czystą i ubraną, weszłam z powrotem do pokoju. Nie było w nim jednak lokatorki.

Poczułem słodką woń w powietrzu. Powąchałam jeszcze raz, i jeszcze, co musiało trochę dziwnie wyglądać.

Po dokładnej analizie mogłam śmiało stwierdzić, iż czuję naleśniki.

Wyszłam z pokoju, wiedząc, że zielonooka pozwoliła mi przemieszczać się po całym domu.

Podążyłam za kuszącym zapachem i tak dotarłam do kuchni, będącej w różnych odcieniach czerwieni.

Elisa stała z talerzem w ręku, drugą ręką podpierając się blatu. Mój brzuch odezwał się jak na zawołanie. Ona spojrzała na mnie z uniesioną brwią.

- Czyżby głodna?- moja twarz zalała się, chyba poraz setny tego dnia, rumieńcem.

Usiadłam do stołu a przede mną wylądował talerz z naleśnikami z Nutellą.

- Chcesz soku?- spytała. Kiwnęłam głową na tak i wzięłam się za jedzenie.- Pomarańczowy?- i znów kiw. Gdy podała mi szklankę z pomarańczową cieczą, usiadła naprzeciwko mnie.- Tylko nie myśl sobie, że zemnie taka dobra gospodyni.

Kiwnęłam tylko głową, i z wilczym wręcz apetytem rzuciłam się na przygotowany posiłek. Spojrzałam na nią. Siedziała z rękami skrzyżowanymi pod brodą, patrząc w dal nieprzytomnym wzrokiem ze zmarszczonymi brwiami.

Dotknęłam palcami powstałych przy tym zmarszczek, wygładzając je na boki.

Ona spojrzała na mnie z szeroko otwartymi oczami.

- Nie marszcz się tak, bo ci zostaną. Sadako tak zawsze mówiła.- uśmiechnęłam się smutno i pogrzebałam upaćkanym w czekoladzie widelcem w naleśniku. A ty nie jesz?- ona pokręciła tylko głową i powiedziała, że raczej rzadko coś je.- Mmm, musisz dobrze gotować.- oblizałam się i wydałam pomruk zadowolenia.

- Hahaha, jesteś jak kociak.- zaśmiała się.- Nie jestem ani trochę dobra w gotowaniu. Umiem zrobić tylko kilka dań. Ogólnie jestem kiepska z robót domowych.. Kiedy chce zrobić pranie, dzwonię do któregoś z chłopaków.- zaśmiała się cierpko. Sądziłam, że będzie się rzadziej śmiać. Nie, żeby mi to przeszkadzało. Wręcz przeciwnie.

-To trochę smutne.- mruknęłam bardziej do niej, niż do siebie. Ona spojrzała na mnie i wzięła łyk napoju w czarnej puszce z napisem ,,Black''.

- Rzadko siedzę w domu. Zazwyczaj biegam, jeżdżę konno, jestem z chłopakami, bądź z koleżanką, jeśli ta mnie siłą wyciągnie na zakupy.- przewróciła oczami.- Ponadto, nie jestem kurą domową i nie mam zamiaru uczyć się robić czegokolwiek, co pomaga w byciu dobrą żoną.- zgrzytnęła zębami a w jej oczach pojawiły się płomienie. Zamilkłam i zaczęłam bawić się sokiem w kubku.

- Nie lubisz chłopaków?- odchyliła się na krześle, a mnie przestraszył fakt, że zaraz spadnie.

- To nie tak, że ich nie lubię.. Od zawsze przyjaźnię się tylko z chłopakami, choć nie powiem, jest w tym pewne ryzyko. Nienawidzę mężczyzn, dla których kobieta to tylko maszyna rozrodcza, worek na spermę i baba od prania skarpet.- nieświadomie zgniotła puszkę w dłoni.- Zarówno nienawidzę również kobiet i brzydzę się nimi.. Tym, że pozwalają na takie traktowanie, miast wziąć się za siebie, że rodzą dzieci i w większości to zwykłe.. sprzedajne... zdziry.- jej nozdrza powiększyły się nieznacznie, więc ścisnęła mocno oczy i zaczęła głośno dyszeć, wbijając sobie paznokcie w skórę. Dopiero w tej chwili, zobaczyłam, że ma zabandarzowane dłonie. Zmrużyłam oczy.

- Wydaję mi się, że chcesz już spać, prawda, Minako?- moje policzki zapłonęły a ja pomachałam głową.- Możemy coś porobić... Poczytać książkę, czy coś.- wstała od stołu i ruszyła w, chyba, stronę pokoju. Przez to, że miała szybki chód, pobiegłam za nią.

Zatrzymała się w pokoju.

- Możesz spać na moim łóżku, bo w gościnnym jest, lekko mówiąc, drobny nieporządek.- mówiąc to, ruszyła ku drzwiom.

-A- a ty gdzie będziesz spać?- spytałam.

- Na kanapie.- wzruszyła ramionami.- Zdarzało się spać i gorzej.

- Jeśli chcesz, możemy spać razem..To znaczy, ka-kanapa jest pewnie niewygodna, a to ja się tu narzucam.- zaczęłam się jąkać i plątać. W ostatku zwiesiłam tylko ręce i głowę, zarzucając na twarz włosy.

Ona podeszła do mnie bezszelestnie i położyła rękę na mojej głowie.

- Nie musisz się mnie tak bać.. Jestem nerwowa i wybuchową osobą, ale nie mam powodów, by się na ciebie złościć.- poczochrała mi włosy. Podeszła do szafy i wyciągnęła drugą kołdrę, po czym położyła się po jednej stronę łóżka.- Idziesz?- spytała. Pokiwałam szybko głową i wsunęłam się pod miękką kołdrę, pachnąca męskimi perfumami.




__________ * _______________ * ___________




Bry wam! W związku z tym, że nie mogłam spać w nocy, dokończyłam ten oto rozdział..
No cóż, z tego to ja już w zupełności zadowolona nie jestem.. No cóż, taki żywot.
Rozdział krótki i do bani, zero akcji i perdzielenie o Chopenie, o Chopin dawno 'ded'...
Nie gniewajcie się ;_;

Lady Darkness

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz