- To nie tak, że nie lubię sukienek... Kocham je, ale takie słodkie, lekkie i różowe.- mruknęła do Cecile, jedynej osoby do której mogła otworzyć usta w tym nienormalnym miejscu. Czterdziestolatka zaśmiała się i pokręciła głową a jej rude loki pofrunęły w górę. Podeszła do różowowłosej i położyła jej dłonie na ramiona.
- Ależ kochanie, wyglądasz pięknie.- pogłaskała ją, patrząc na naburmuszoną twarzyczkę odbijającą się w lustrze.
- Tak, pięknie, jak szykowna, hiszpańska dziwka.- sarknęła. Kobieta westchnęła ciężko i podeszła w stronę drzwi.
- Pamiętaj, za około dwadzieścia minut tu wrócę, by zaprowadzić cię do Pana.- powiedziała wyniośle i wyszła.
- No cóż, tutaj najnormalniejszy człowiek też ma swoje odbicia.- mruknęła i zaczęła przeglądać się w dużym lutrze, godnym królowej.
W pewnym momencie drzwi otworzyły się z hukiem, a Minako obejrzała się na nie zdziwiona.
W nich stał zdyszany Josh.
- Idziemy.- powiedział i wyciągnął ku niej rękę. Minako zmarszczyła nosek.
- Ale przecież miało być o piętnastej, a przyjść miała Cecile.- mężczyzna zbył tylko uwagę dziewczyny kiwnięciem głowy.
- Mała zmiana planów.- gdy Minako chwyciła go za ramię, zaczął tłumaczyć jej dzisiejszą rolę.- Moja matka przyjechała o godzinę wcześniej, masz udawać moją...- przerwał i spojrzał na nią z zakłopotanym wyrazem twarzy, który pojawiał się u niego niezwykle rzadko.
- Żonę.- dokończyła i prychnęła krótko.- Czyżby facet, który ukradł dziewczynę i uczynił ją swą prywatką, bał się mamusi?- spojrzał na nią groźnie, uciszając ją wzrokiem.- ... Czyli dzisiaj nadaję się, by udawać człowieka, ale normalnie to jestem tylko lalką?- nie odpowiedział.
Minęli wielki obraz, na którym widać było nagą, rudowłosą dziewczynę z różkami ,w objęciach kapłana w złotej sutannie. Może obraz nie był by tak ciężki i odrażający (według Minako,oczywiście) gdyby nie dwa brudne dominujące kolory, żółty i pomarańczowy. To, że ów mężczyzna nie miał twarzy, wcale tego nie poprawiało.
Po ciele Minako przeszedł dreszcz, a dziewczyna spojrzała na prowadzącego ją bogacza, by sprawdzić czy tego nie poczuł.
Na szczęście blondyn szedł dalej z kamiennym wyrazem twarzy.
Nim się spostrzegła, przeszli przez wielką willę, docierając do wejścia prowadzącego do jadalni.
Josh szturchnął dziewczynę łokciem, i ruszył ku kobiecie o miło wyglądającej twarzy.
- Witaj mamo.- przywitał się i złożył pocałunek na wyciągniętej ku niemu dłoni.- Czym zasłużyłem na ten zaszczyt, że odwiedzasz mnie o miesiąc wcześniej od zaplanowanej daty?- wytknął z sarkazmem.
- Tylko nie takim tonem, Alfredzie. - powiedziała starsza kobieta, patrząc na niego krzywo. - Czy matka, która dbała o swego syna przez osiemnaście lat nie może go już odwiedzić? Ponadto, z tego co pamiętam uprzedzałam cię dziś rano, że przyjadę.- powiedziała już normalnym tonem. Minako, mimo największych chęci, zachichotało lekko.
Nie wierzę, Alfred? powyżej wymieniony spojrzał na nią z nietęgą miną. W tym momencie, bestia w ludzkim ciele ją spostrzegła.
- Czyżbyś się wreszcie ustatkował?- zapytała i obejrzała dziewczynę od stóp do głów, jakby ta była jakimś eksponatem w muzeum. Oglądana zarumieniła się i spuściła głowę.
- Hm, nieśmiała jak widzę. - kobieta odchyliła głowę w tył i westchnęła cierpiętniczo.- No, gadaj. Ile jej zapłaciłeś?- rzuciła jak gdyby nigdy nic.
- Co?- spytał zbity z tropu, wybałuszając oczy.
- To co słyszałeś. Ile jej zapłaciłeś, by udawała twoją żonę, huh?- miliarder spojrzał na nią tępo.- Chryste, Arnold, kiedy ty wreszcie dorośniesz?- rzuciła staruszka i zaczęła okładać go słowami.
Minako wydawało się to niezwykle zabawne, jednak wolała się nie odzywać, by nie zirytować bardziej swego... ''pana''. Przyglądała się więc im w milczeniu, nie mogąc uwierzyć, że ktokolwiek a tym bardziej taka mała osoba, może mówić do niego w ten sposób.
,,Więc nawet ktoś taki jak on, nie potrafi się uwolnić od władzy matki.'' pomyślała i znów odpłynęła w stronę ciepłych oczu Sadako, będących koloru bursztynu.
Ciepłe matczyne dłonie, dotknęły jej bladej twarzy, głaszcząc lekko policzki, aż nabrały różowej barwy. Minako widziała przez zapłakane oczy dwa, okrągłe punkty, przypominające jej barwą miód.
Śpij, śpij.
Zapomnij o troskach.
Rozłóż skrzydła,
i powiedz im Leć!
Śpij, śpij.
Jutro też jest dzień.
Czy będzie dniem straconym,
zależy od ciebie.
Śpij, śpij.
A gdy się obudzisz,
ja dam ci pędzel.
Więc namaluj swą przyszłość,
w barwach jakie lubisz.
Cienki, anielisty głos przedarł się przez zasłony bólu, docierając do świeżej rany, zasklepiając ją.
Trzynastoletnia zaś dziewczynka, zapadała powoli w sen, nie bojąc się o jutro.
Co jak co, ale zawsze ufała słowom matki, które zawsze, gdy budziła się zlana potem po nocnym koszmarze, utulały ją do snu bez marzeń.
Dziewczyna poczuła, że po jej policzku spłynęła łza. Starła ją więc szybko, spoglądając na matkę i syna. W tej chwili wzrok siwowłosej spoczął na jej twarzy.
- Dobrze, więc może poznamy się lepiej? Oczywiście nie jako teściowa z synową.- powiedziała z wyrzutem, patrząc na blondyna.
- Nie ma takiej potrzeby.- powiedział szybko Josh.- Tak się składa, że Minako spieszy się do dzieci.
- Ach tak. A czy nie jest ona aby za młoda na dzieci?- spytała podejrzliwie. Gospodarz poczerwieniał, nie wiedząc co ma odpowiedzieć.
- Nie do moich, psze pani. To moja młodsza siostra i braciszek.- uratowała go z opresji dziewczyna, stwierdzając, że niema ochoty siedzieć dłużej w towarzystwie tej starej i marudnej baby.
- Och... Oczywiście. Tak więc nie zatrzymuję cię dłużej.- powiedziała i natychmiast o niej zapomniała.
- Uch..ekhem. To ja odprowadzę ją do drzwi.- mruknął wciąż zakłopotany, na co starsza kobieta skinęła tylko głową i zajęła się dogłębszym oglądaniem obrazu.
Josh chwycił Minako za ramię i wyprowadził ją z jadalni.
Idąc tą samą drogą, którą tu przyszli, nie odezwał się ani słowem.
Zatrzymał się dopiero przy drzwiach. Spojrzał na nią, lekko mówiąc, wkurzony i ''wrzucił'' do pokoju.
Jasnoskóra potoczyła się po podłodze i z jękiem uderzyła głową o grzejnik. Josh zamknął z hukiem drzwi i, jak było można się domyśleć, ruszył do swej matki.
Obolała podniosła się powoli na nogi. Zachwiała się i złapała za firankę, która razem z karniszem spadła na ziemię, okrywając dziewczynę białym płótnem.
- No pięknie.- rzuciła zmęczona. Wyczłapała się powoli spod zasłony i ruszyła ku łazience.
Znajdując się przy drzwiach, obrzuciła ten znienawidzony pokój szybkim spojrzeniem i znikła za drewnianymi drzwiami.
* * * *
Pam, pam, paaam!
A oto kolejny dupny i spóźniony rozdział ;-;
Ajm soł sori, but ajm soł boring...
Dobra, może widzicie, a może nie.
Na samej górze bloga znajduję się nowo przybyła ankietka.
A teraz uwaga. Robiąc ją, nie musicie myśleć~!!!
WYSTARCZY WYBARAĆ '' JESTEM'' KLIKNĄĆ PRZYCISK I FINISH!!! END ŁI AR E CZEMPIONS!
No dobra, tymi to oto słowami żegnam się z wami i życzę miłych resztek wakacji! ;*
Lady Darkness

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz