Music

Lista obecności ^^

środa, 16 września 2015

Rozdział VI

Akcja 'serduszko' w komentarzu xd
________________________________________________________________________
- Minako!- rozpromieniona twarz kobiety przyodziała ten częsty, jaśniejący uśmiech, który był dla dziewczyny piękniejszy nawet od gwiazd, które wielokrotnie pomagały jej w przetrwaniu ciężkich chwil.
- Mama!- dziewczynka wykrzyknęła do niej. Zdążyła bowiem nauczyć się, iż tak właśnie ma zwracać się do tej ciepłej kobiety, pełnej uroku i szczęścia, które rozdawała wszystkim naokoło, choć sama zaznała go naprawdę niewiele. Po nieokreślonym czasie, który dla stojącej i obserwującej wszystko z boku różowowłosej ciągnął się nieskończenie, postacie wpadły sobie w ramiona, śmiejąc się do siebie i kręcąc dookoła. Obie osoby stały na tle gwieździstego nieba, które było nad nimi i pod.
Dwie większe i smuklejsze dłonie, skalane trudem życia, chwyciły za swoje mniejsze i delikatniejsze odpowiedniczki, z zamiarem nie puszczania ich już nigdy.
Jednak nic nie trwa wiecznie, nawet najpiękniejsza mara.
Wnet sen przemienił się w koszmar, granatowa powierzchnia, przyozdobiona srebrem gwiazd, zaczęła po prostu się sypać, jak zbite szkło, raniąc matkę z córką.
Minako wydała z siebie krzyk rozpaczy i chciała rzucić się w ich stronę. Jednak niewidzialne ściany powstrzymały ją, oddzielając zarówno od pary,  jak i istnej katastrofy, jaką były spadające odłamki nieba, które cięły i przebijały ich skórę na wylot.
Minako coraz bardziej zaczęła płakać, a przez salwy wstrząsające jej ciałem, wydalały się coraz to cichsze krzyki. Choć chciała zamknąć oczy, nie mogła. Choć chciała się obudzić, nie mogła.
Wiedziała, że ona jako dziecko i Sadako, to tylko wytwór jej wymęczonej i stęsknionej wyobraźni, jednak zrobiłaby wszystko, by zapobiec temu, co właśnie miało miejsce.
Gdy rozszalały huragan ucichł, a cienkie sztylety opadły na ziemie niczym piórka, Minako chwyciła się za twarz, próbując uciszyć swój pełen bólu krzyk. Upadła na kolana.
Przed dziewczyną znajdywał się istny obraz rozpaczy.
Dwa, prawie że nie dające się zidentyfikować ciała, leżały rozkrwawione z głębokimi dziurami po ostrzach, które rozdarły skórę na całej twarzy.
Choć do tej pory ilość krwi była i tak zbyt duża, nagle z niewiadomo jakiego kierunku, zaczęły płynąć rzeki o szkarłatnym kolorze.
Dziewczyna patrzyła na to wszystko rozdarta i roztrzęsiona.
Już dawno przestało ją obchodzić to, co się z nią stanie.
Czerwone i gęste fale zalały jej twarz i wpłynęły do płuc, pozbawiając ją oddechu.
Minako zaczęła opadać na dno, z wyciągniętą w górę dłonią ...

Dziewczyna poderwała się do góry jak oparzona, spadając tym samym z dość wysokiego łóżka, na tyłek, który zdobił wielki, prawie że czarny siniak.
Ona jednak jakby tego nie poczuła i nadal siedziała skulona na ziemi, zakrywając dłońmi twarz i bujając się to w tył, to w przód. Wyglądała przy tym jak osoba z psychiatryka.
Po chwili jednak zobaczyła, że był to tylko zły sen, spróbowała więc unormować oddech i spętać rozszalałe myśli. Nie było to jednak takie łatwe. Prawda czy wymysł, ten sen namieszał jej poważnie w głowię, a ona zaczęła się coraz bardziej lękać o Sadako. Ponadto nie chciała mieć takich mar każdej nocy, która pewnie po którymś razie, stanie się bezsenną.
Trochę już uspokojona, wstała i na chwiejnych, ugiętych nogach ruszyła w stronę łazienki.
Dobrze, że ta była tuż obok.
Podeszła do umywalki i rozkręciła kurek z wodą, jednak po chwili go zakręciła.
Spostrzegła, że jest cała spocona. Musiałam się nieźle rzucać.- pomyślała i zrzuciła z siebie przepocone ubrania.
Naga weszła pod prysznic i nastawiła na zimny strumień, płynący na jej rozgorączkowaną głowę, który kończył spływając po jej nogach.
Gdy skończyła a jej ciało jak i umysł były, mniej więcej, oczyszczone, stanęła stopami na włochatym ręczniku o kolorze czerwonym. Gdy na niego spojrzała, znów zakręciło jej się w głowie. Postanowiła jednak nie panikować.
Owinęła ciało ciasno ręcznikiem i trzęsąc się z zimna, poszła z powrotem do pokoju.
W tej chwili pomyślała, że nie widziała Elis tego dnia, choć była 8;00, a dziewczyna nie wyglądała jej na rannego ptaszka.
W tej chwili spostrzegła jakąś kartkę, zgniecioną na szybko w pół. Zaciekawiona wzięła ją w dłonie.
- Minako, wyszłam o 3:00 z domu. Powinnam wrócić około godziny 9:00. Możesz zrobić sobie kanapki.. Wiesz gdzie jest kuchnia, prawda? Bądź gotowa, bo o 10:00 jedziemy do centrum handlowego, znaleźć ci jakieś ciuchy czy inne pierdoły. Masz, to mój numer- 250-45****. Gdyby działo się coś NAPRAWDĘ niepokojącego, nie zwlekaj i dzwoń.
PS. Wybacz, ale wolę byś nie wychodziła poza ogrodzenie. Choć mieszkamy w lesie, a o tym miejscu wiedzą tylko moi przyjaciele i kilka  zaufanych osób, a sam las znam jak własną kieszeń.
Elis..
Jej serce zabiło. Ciekawe gdzie poszła tak wcześnie, a raczej późno? Pokręciła jednak głową, karcąc się za tą wścibskość.
Podeszła do wielkiej szafy i otworzyła ją.
 
- Elis nie będzie się denerwować jak coś pożyczę.- zaczęła przeglądać różne części garderoby, po chwili wybrała niebieskie jeansy rurki i słodką, różową bluzkę z nadrukiem: PussyCat.
Patrząc na jej ubrania, stwierdziła, że Elisa lubi zarówno słodkie bluzki, seksowne swetry, jak i różne w miarę krótkie spódnice, jednak najwięcej było zwykłych ciemnych rurek, dresów i ''gotyckich'' rzeczy.
Gdy ubrała się w te rzeczy, które były na nią NAWET dobre, ruszyła do kuchni, gdzie zrobiła sobie kanapki ze znalezionym, cudem, masłem orzechowym. Niespiesznie zjadła posiłek i umyła talerz oraz nóż i poszła umyć, a raczej wyszorować zęby.
Po jakimś czasie można było usłyszeć trzask zamykanych drzwi, jednak dziewczyna nie zdążyła się przywitać z dziewczyną, gdyż ta czym prędzej zamknęła się w łazience, w której po chwili można było usłyszeć chlupot wody.
Minako usiadła na łóżku i nasłuchiwała odgłosów ptaków, które wesoło ćwierkały za oknem.
Nawet nie zauważyła kiedy odgłos wody umilkł, a Eli w samym ręczniku wyszła z łazienki.
Minako widząc to, zarumieniła się, choć niedokońca rozumiała dlaczego..
Czarnowłosa podeszła natomiast do szafy, z której wyjęła jakieś ubrania i ruszyła znów do łazienki.
Po chwili wyszła, mając na sobie ten strój.
Włosy natomiast spięła w luźnego, ale wysokiego kucyka, a oczy podkreśliła grubo kredką.
Minako zauważyła, że jej nowa znajoma nie lubi się malować ani być zbyt dziewczęcą. Nie używała nawet tuszu do rzęs. Jedyne co robiła, to ciemne okręgi wokół oczu, które raczej miały przynieść efekt odwrotny słodkiej dziewczynki.
 
- To co, gotowa?- Minako na początku nie zrozumiała o czym tamta mówi, jednak po chwili rozbłysły jej oczy, a ona wydała z siebie głośny pisk.
 
- Tak! Uwielbiam shopping! Ruszajmy podbijać !- krzycząc to, wybiegła z pokoju. Elis
pokręciła tylko głową, uśmiechając się pod nosem.
 
* * *
Minako zsiadła chwiejnym krokiem z czarnego ścigacza, zdejmując z głowy kask i oddalając się od zadowolonej brunetki na bezpieczną odległość.
 
-Nigdy... Przenigdy... Prze-przenigdy więcej...nie wsiądę z tobą... Na tą bestię!!- zaczęła ciężko oddychać.- Chciałaś nas...zabić?!- Elisa patrzyła na nią tylko z krzywym uśmiechem, stojąc oparta o swoją kochaną bestię, mając z różowej niezły ubaw.- A poza tym.. Jak ty chcesz tym zakupy przewieźć?!- Dziewczyna przerzuciła oczami i odbiwszy się nogą od motoru, ruszyła w stronę Wielkiego centrum handlowego. Minako podążyła za nią tylko grzecznie jak pies, wciąż trzymając się za serce i myśląc, jakim cudem przeżyła.
 
- Nie marudź, dla ciebie i tak jechałam wolno i prosto.. Jeśli nie uda nam się zabrać, poproszę Endrue, żeby mi to wieczorem podrzucił. I tak ma zamiar dziś do nas wpaść.- wzruszyła ramionami i weszła  przez wielkie, szklane drzwi.
 
* * *
Po około dwóch-trzech godzinach chodzenia po sklepach, Minako miała już kupione różne ubrania oraz kosmetyki i kilka  par butów.
Eli też od czasu do czasu, gdy wpadło jej coś w oko, kupowała. Raz wciągnęła ją do Empiku i zaczęła piszczeć, widząc nową część jakiejśtam mangi. Różowa nawet nie wiedziała, że coś takiego może tak ucieszyć osobę taką, jaką była Eli.
 
-..Starbuks?- Minako wyrwała się ze swoich rozmyślań.
 
- Co?- spytała robiąc mało inteligentną minę, na co jej towarzyszka przewróciła oczami.
 
- Powiedziałam, że może pójdziemy do Starbucksa?- powtórzyła cierpliwie. Chociaż Minako nie była pewna co to jest, zgodziła się skinieniem głowy.
Po dziesięciu minutach były już na miejscu, gdyż Elis zatrzymała się jeszcze by kupić struny do gitary.
Gdy usiadły do stolików, podeszła do nich miło wyglądająca kelnerka i spytała o zamówienie.
Elisa powiedziała szybko jakąś długą nazwę, zapewne kawy. Dwudziestolatka spojrzała teraz na Minako, a ona zanim zdążyła cokolwiek wydukać, zielonooka powiedziała za nią.
 
- Poproszę ciasto truskawkowe i czekoladę z podwójną bitą śmietaną.- powiedziała i oddała menu kelnerce, a ta ruszyła w stronę lady. Minako spojrzała pytająco na El.
 
- Pomyślałam, że lubisz truskawki i ogółem słodkie rzeczy.- uśmiechnęła się, na co dziewczyna odpowiedziała jej tym samym. Po chwili zaczęły ze sobą rozmawiać.
Gdy dostały swoje zamówienia, Minako spróbowała najpierw powoli obu przysmaków, po czym się na nie 'rzuciła''. Elisa patrzyła na nią z niemałym rozbawieniem.
Gdy Minako skończyła swoją porcję, była cała w śmietanie.
 
- Jesteś cała biała.- zaczęła się śmiać czarnowłosa, na co tamta spaliła buraka i zaczęła się wycierać. Elis, która próbowała opanować salwy śmiechu, spojrzała na nią i zmarszczyła nosek.- Poczekaj, zostało ci trochę na nosie.- mówiąc to, pośliniła swój palec i starła jej śmietanę.
Minako zarumieniła się, ale spróbowała to ukryć, szukając nagle czegoś w torebce.
Nie rozumiała czemu tak znowu zareagowała. Przecież to czysto przyjacielski gest, prawda?
 
- Elisa!- usłyszały krzyk chłopaka, który zaczął zbliżać się w ich stronę. Wymieniona podniosła się i zwarła z chłopakiem w objęciach.
Minako poczuła ukucie.
Kim był ten przystojny, wysoki i dobrze zbudowany szatyn i ciemnozielonych oczach?
 
 

__________ * _______________ * ___________
 
 
Yo!
Zaczynam się martwić o swoją psychikę...
Romansów heterowskich jak nienawidziłam tak nienawidzę, a tu mi nagle romansidło powstaje ;-;
Wybaczcie, że znów taki krótki i denny rozdział..Ale wena poszła w las.
Mam pytanie. Wolicie kiedy obrazy takie jak strój, gdy są wklejone w posta, czy link, który do nich prowadzi? Bo zastanawia mnie, czy was takie 'zaśmiecanie' nie wkurza..
No cóż, jeśli ktoś to czyta, to wystarczy nawet, no nie wiem, małe serduszko w komentarzu, ok?
Pozdrawiam,
Lady Darkness


wtorek, 1 września 2015

Rozdział V

Czarnowłosa podeszła do czarnej szafeczki, wiszącej nad umywalką i wyjęła z niej wodę utlenioną, waciki oraz plastry i opatrunek.

Podeszła do mnie, chwyciła za rękę i posadziła na toalecie.

- Ściągaj bluzkę i spodnie.- powiedziała wychodząc po coś do pokoju. Gdy wróciła z jakimś czarny, długim T-shirtem i.. bokserkami?, i zobaczyła, że nadal siedzę czerwona jak burak, przewróciła oczami i powiesiła przygotowane rzeczy na wieszak.- Przecież cię nie zgwałcę.- mruknęła. Chcąc nie chcąc, ściągnęłam z siebie odzież, którą odemnie wzięła i wrzuciła do kremowego kosza na ubrania. Chwyciła w dłonie wcześniej przygotowaną wodę utlenioną i waciki, wróciła do mnie i uklękła przede mną.

Zaczęła przemywać moje rany na nogach oraz zakładać na nie plastry.

Gdy się pochyliła, dekolt bluzki się obniżył, odsłaniając jej kształtne piersi, które wielkością trochę nie pasowały do szczupłej i lekko wysportowanej sylwetki.

Widząc to, otworzyłam usta i zrobiłam się jeszcze bardziej czerwona, o ile to w ogóle

możliwe, a w moim brzuchu jakby się zagotowało.

Też chciałabym wyglądać jak ona.. przeszło mi przez myśl.

Trwało to jednak chwilę, gdy dziewczyna się wyprostowała i spojrzała na moją czerwień ze śmiesznie zmarszczonym nosem. Nic jednak nie powiedziała.

Po jakiś 10-20 minutach skończyła opatrywanie mnie.

- No, nie jest aż tak źle jak myślałam.

- No cóż, siniaków i ran to się raczej nabawiłam podczas mojej ucieczki.. Josh dbał o swoją.. dziwkę.- wypowiedziałam z obrzydzeniem słowo, które ledwo przechodziło mi przez gardło. Ona chwyciła bok mojej twarzy w rękę i pogłaskała go pocieszająco.

- No dobrze, zostawiłam ci jakieś ubranie do spania.. Ach, i wybacz, że dałam ci bokserki, ale nie używam ma..ma...majtek.- powiedziała z trudem a ja zachichotałam. Spojrzała na mnie z wyrzutem.- No co? Możesz się teraz umyć. W szafce mam dodatkową szczoteczkę do zębów. Gdy już będziesz gotowa, to możesz się rozgościć.

Wyszła zostawiając mnie samą z natłokiem myśli.

Myśląc, że nie mam co tak stać, zdjęłam koronkową bieliznę i wrzuciłam ją do kosza na śmieci, nie na brudy. Weszłam do kabiny, która już tak na dobrą sprawę była w chuj czysta, odkręciłam kurek z ciepłą wodą i włączyłam górny natrysk, pogrążając się w tej miłej błogości. Cała już zmoczona, wyłączyłam wodę, niechcąc jej marnować. Spojrzałam na półkę z żelami i szamponami. Stały tam dwa żele i to oba męskie.. No cóż, już zdążyłam zauważyć, że Eli lubuje raczej w męskich rzeczach. Już wcześniej zauważyłam takowe perfumy.

Odetchnęłam i zaczęłam myć się. Gdy ciało było już czyste, przynajmniej fizyczne, wzięłam szampon o zapachu cytrusów. Przynajmniej on był dla kobiet.

Będąc już czystą i ubraną, weszłam z powrotem do pokoju. Nie było w nim jednak lokatorki.

Poczułem słodką woń w powietrzu. Powąchałam jeszcze raz, i jeszcze, co musiało trochę dziwnie wyglądać.

Po dokładnej analizie mogłam śmiało stwierdzić, iż czuję naleśniki.

Wyszłam z pokoju, wiedząc, że zielonooka pozwoliła mi przemieszczać się po całym domu.

Podążyłam za kuszącym zapachem i tak dotarłam do kuchni, będącej w różnych odcieniach czerwieni.

Elisa stała z talerzem w ręku, drugą ręką podpierając się blatu. Mój brzuch odezwał się jak na zawołanie. Ona spojrzała na mnie z uniesioną brwią.

- Czyżby głodna?- moja twarz zalała się, chyba poraz setny tego dnia, rumieńcem.

Usiadłam do stołu a przede mną wylądował talerz z naleśnikami z Nutellą.

- Chcesz soku?- spytała. Kiwnęłam głową na tak i wzięłam się za jedzenie.- Pomarańczowy?- i znów kiw. Gdy podała mi szklankę z pomarańczową cieczą, usiadła naprzeciwko mnie.- Tylko nie myśl sobie, że zemnie taka dobra gospodyni.

Kiwnęłam tylko głową, i z wilczym wręcz apetytem rzuciłam się na przygotowany posiłek. Spojrzałam na nią. Siedziała z rękami skrzyżowanymi pod brodą, patrząc w dal nieprzytomnym wzrokiem ze zmarszczonymi brwiami.

Dotknęłam palcami powstałych przy tym zmarszczek, wygładzając je na boki.

Ona spojrzała na mnie z szeroko otwartymi oczami.

- Nie marszcz się tak, bo ci zostaną. Sadako tak zawsze mówiła.- uśmiechnęłam się smutno i pogrzebałam upaćkanym w czekoladzie widelcem w naleśniku. A ty nie jesz?- ona pokręciła tylko głową i powiedziała, że raczej rzadko coś je.- Mmm, musisz dobrze gotować.- oblizałam się i wydałam pomruk zadowolenia.

- Hahaha, jesteś jak kociak.- zaśmiała się.- Nie jestem ani trochę dobra w gotowaniu. Umiem zrobić tylko kilka dań. Ogólnie jestem kiepska z robót domowych.. Kiedy chce zrobić pranie, dzwonię do któregoś z chłopaków.- zaśmiała się cierpko. Sądziłam, że będzie się rzadziej śmiać. Nie, żeby mi to przeszkadzało. Wręcz przeciwnie.

-To trochę smutne.- mruknęłam bardziej do niej, niż do siebie. Ona spojrzała na mnie i wzięła łyk napoju w czarnej puszce z napisem ,,Black''.

- Rzadko siedzę w domu. Zazwyczaj biegam, jeżdżę konno, jestem z chłopakami, bądź z koleżanką, jeśli ta mnie siłą wyciągnie na zakupy.- przewróciła oczami.- Ponadto, nie jestem kurą domową i nie mam zamiaru uczyć się robić czegokolwiek, co pomaga w byciu dobrą żoną.- zgrzytnęła zębami a w jej oczach pojawiły się płomienie. Zamilkłam i zaczęłam bawić się sokiem w kubku.

- Nie lubisz chłopaków?- odchyliła się na krześle, a mnie przestraszył fakt, że zaraz spadnie.

- To nie tak, że ich nie lubię.. Od zawsze przyjaźnię się tylko z chłopakami, choć nie powiem, jest w tym pewne ryzyko. Nienawidzę mężczyzn, dla których kobieta to tylko maszyna rozrodcza, worek na spermę i baba od prania skarpet.- nieświadomie zgniotła puszkę w dłoni.- Zarówno nienawidzę również kobiet i brzydzę się nimi.. Tym, że pozwalają na takie traktowanie, miast wziąć się za siebie, że rodzą dzieci i w większości to zwykłe.. sprzedajne... zdziry.- jej nozdrza powiększyły się nieznacznie, więc ścisnęła mocno oczy i zaczęła głośno dyszeć, wbijając sobie paznokcie w skórę. Dopiero w tej chwili, zobaczyłam, że ma zabandarzowane dłonie. Zmrużyłam oczy.

- Wydaję mi się, że chcesz już spać, prawda, Minako?- moje policzki zapłonęły a ja pomachałam głową.- Możemy coś porobić... Poczytać książkę, czy coś.- wstała od stołu i ruszyła w, chyba, stronę pokoju. Przez to, że miała szybki chód, pobiegłam za nią.

Zatrzymała się w pokoju.

- Możesz spać na moim łóżku, bo w gościnnym jest, lekko mówiąc, drobny nieporządek.- mówiąc to, ruszyła ku drzwiom.

-A- a ty gdzie będziesz spać?- spytałam.

- Na kanapie.- wzruszyła ramionami.- Zdarzało się spać i gorzej.

- Jeśli chcesz, możemy spać razem..To znaczy, ka-kanapa jest pewnie niewygodna, a to ja się tu narzucam.- zaczęłam się jąkać i plątać. W ostatku zwiesiłam tylko ręce i głowę, zarzucając na twarz włosy.

Ona podeszła do mnie bezszelestnie i położyła rękę na mojej głowie.

- Nie musisz się mnie tak bać.. Jestem nerwowa i wybuchową osobą, ale nie mam powodów, by się na ciebie złościć.- poczochrała mi włosy. Podeszła do szafy i wyciągnęła drugą kołdrę, po czym położyła się po jednej stronę łóżka.- Idziesz?- spytała. Pokiwałam szybko głową i wsunęłam się pod miękką kołdrę, pachnąca męskimi perfumami.




__________ * _______________ * ___________




Bry wam! W związku z tym, że nie mogłam spać w nocy, dokończyłam ten oto rozdział..
No cóż, z tego to ja już w zupełności zadowolona nie jestem.. No cóż, taki żywot.
Rozdział krótki i do bani, zero akcji i perdzielenie o Chopenie, o Chopin dawno 'ded'...
Nie gniewajcie się ;_;

Lady Darkness

środa, 19 sierpnia 2015

Rozdział IV

Dopiero co się obudziłam, a może i nie?
Palą mnie płuca, gardło boli a skóra piecze, jakby ktoś właśnie ją ze mnie zrywał.
Jestem taka wykończona. Brak mi sił nawet na to, by otworzyć oczy lub zaczerpnąć tchu.
Jest mi zimno i ciepło równocześnie.
Czuję się jakbym spała na jawie, nie mogąc się obudzić...
A może to wcale nie przez brak sił i wielką utratę krwi, może umarłam i tyle...
Jedyne uczucia jakie we mnie dominują, to pustka i monotonne znudzenie. Widzę czerń, czuję czerń, jestem w czerni.
Nawet gdybym mogła, nie otworzyłabym oczu i nie powróciła do życia. Zimnego i ostrego, jak samurajski miecz, przecinający nęcącą ciszę.
Myśl o Sadako nawet nie podnosiła mnie, ratując od najgorszej rzeczywistości. To nie ona uratowała mnie z lodowatego nurtu rzeki, który sprawił, że me ciało odrętwiało, umysł nie był zdolny do najmniejszej czynności a ja byłam gotowa stać się lekką i zdominowaną.
No właśnie, nie ona.
Spróbowałam uchylić powieki, poruszyć palcami, lecz na próżno.
Nie poddawałam się jednak, nie po to ta ciemna dziewczyna wskakiwała za mną w zimną toń, bym tak po prostu odeszła, tak bez walki.
Świat powoli zaczął mi się ukazywać, nabierać barw i wyostrzać kształty. Gdy miałam już otworzone oczy, rozprostowałam powoli palce i pomachałam nimi. Czyli że żyje, to dobry znak.
Usiadłam i podparłam się dłońmi na łóżku. Zwiesiłam głowę i przekręciłam swój tułów tak, by moje nogi zwisały bezwładnie z łóżka. Gdy podniosłam twarz, zobaczyłam, że tamta dziewczyna stoi  przy ścianie, ze skrzyżowanymi rękami i mi się przygląda.
Zaprało mi dech w piersiach... Była piękna. Miała jasną, prawie, że bladą cerę, piękne, duże i niebieskie oczy, okolone gęstymi rzęsami. Jej usta były słodkie, dolna warga była niezwykle duża, ale nie wyglądała jak u karpia wielkanocnego xd, górna zaś była cienka. Miała nosek średnich rozmiarów (męczą mnie opka, gdzie każda główna ma mały ^^). Włosy, tak jak mi się zdawało tamtej nocy, miała czarne i gęste, dosięgały jej one do połowy pleców.
Jej sylwetka była szczupła, przez czarne legginsy i obciskającą bluzkę, można było zobaczyć wystające koście bioder oraz obojczyka. Nie była ona jednak wychudzona. Jej nogi nie były jak dwa słupy, tylko miały swoje kształty a  jej talia zwężała się doskonale. Biodra również nie były wąskie, tylko posiadały piękny, zaokrąglony kształt. Odniosłam jednak wrażenie, że miała trochę ciut za szerokie ramiona i za bardzo wyprostowane. Nie jestem tylko pewna, czy to aby nie dodaje jej uroku. Na jej ramionach widać było mięśnie. Niewielkie, ale jednak.
Gdy znów powróciłam do jej twarzy, zobaczyłam, że wciąż mierzy mnie tym chłodnym i ostrym spojrzeniem.
Zawstydzona spuściłam wzrok, zakrywając swą twarz włosami tak, by ukryć zdradliwe rumieńce.

- Nie sztuką jest się obudzić, lecz tego chcieć.- powiedziała głosem spokojnym, prawie, że wypranym z emocji, powiedziałabym. Jednak w głębi jej chłodnych oczu, można było dostrzec kłębinę wielu emocji. Spojrzałam na nią z szeroko otwartymi oczami, nie wiedząc, skąd ona mogła wiedzieć jaką walkę właśnie ze sobą stoczyłam. Ona przewróciła tylko oczami, odbiła od ściany nogą i podeszła do mnie płynnym, kocim ruchem. Można było jednak spostrzec, że nie był to zamierzany efekt, a nawet niechciany. Usiadła obok mnie na łóżku i podała mi dłoń w iście chłopięcy sposób.

- Elis. - mówiąc to uśmiechnęła się do mnie, a raczej podniosła jedną stronę ust, odsłaniając aparat ortodontyczny z różowymi gumkami(no co? taki fetysz xdd) Zaśmiałam się mimowolnie.

- Różowe?- spytałam na co ona wzruszyła ramionami,

- Dałam wolną wolę przyjaciołom... I stwierdzam, że mogło być gorzej.- zaśmiała się, trwało to jednak tylko chwilę.

- Minako.- odpowiedziałam dopiero i przekręciłam głowę.- Elis to skrót od...

- Tak, ale nie nazywaj mnie tak bo odgryzę ci język..I to dosłownie.- przerwała mi.- Minako to japońskie imię? Nie wyglądasz mi na Azjatkę.- powiedziała i odchyliła się do tyłu, opierając o ramę łóżka. Nie pytała o nic i za to byłam jej wdzięczna. Postanowiłam jej jednak wszystko opowiedzieć. Co najwyżej może mnie wyśmiać, ale należą jej się jakieś wyjaśnienia.
Zaczęłam więc od początku... Od tego kim, albo raczej czym jestem. Kim jest Sadako. Jak znalazłam się w jej ''posiadaniu'', jak trafiłam do Josha. Co tam...robiłam, jak mnie traktowano. Powiedziałam jej nawet o moich przemyśleniach i nowopozanym niewolniku.
Elis nic nie mówiła. Marszczyła tylko nos i mrużyła oczy co jakiś czas, a gdy mówiłam jej o ''gwałtach'' wyglądała tak, że zaczęłam się jej bać i zastanawiać się, czy aby niema zamiaru w tej właśnie chwili wyjść i pójść zabić blondyna własnoręcznie.

- No więc...- powiedziałam i zaczęłam masować swoje ramie.

- No więc..- powtórzyła ona i wstała.

- Czyli, że mi nie uwierzyłaś i masz mnie za wariatkę?- spytałam zrezygnowana.

- Nie...wcale. To co powiedziałaś nie jest niczym nowym, poza tym wiem o projekcie ,,Hybrid Child''- powiedziała najnormalniej w świecie, a ja nie wierzyłam własnym uszom. - Widzisz... Interesuję się wieloma rzeczami, znam wielu ludzi i wiele ludzi zna mnie, choć nie są to raczej znajomości.. normalne i przyjazne.- podrapała się z zakłopotaniem po karku, odkręcając się do mnie tyłem.- Zgaduję również, że nie masz zielonego pojęcia, gdzie mieszkałaś i gdzie szukać swej ''matki''.- bardziej stwierdziła niż spytała.- Z tego co zrozumiałam, nie więziła cię, żyłaś normalnie, bawiłaś się z innymi dziećmi. Wolała jednak utrzymywać cię w kompletnej niewiedzy... Dla twojego bezpieczeństwa, oczywiście...- złapała się za podbródek i stanęła w miejscu, nie odzywając się przez lite dziesięć minut. Czekałam jednak spokojnie, nie chcą jej przeszkadzać. Gdy skończyła swą wewnętrzna naradę, spojrzała na mnie przenikliwie.

- Wiesz co, znajdywanie twojej matki będzie dość trudne, zważywszy na to, że mieszkałyście w jakieś toćkę bezludnej wiosce, a twoja opiekunka niezbyt korzystała z różnych portali  i tym podobnych... Same poszukiwania mogą zająć ponad miesiąc, dwa. Nawet gdy ją znajdziemy, uważam, że powinnaś jeszcze zostać na trochę u mnie.- moje oczy momentalnie się powiększyły a ja wstrzymałam oddech... Czyżbym się przesłyszała?-  Znam się na takich ludziach... To typy myślicieli. Obserwował cię pewnie od dawna, idealnie wybrał swą ofiarę.. Nie tylko ze względu na to czym jesteś, ale i również to, że musiałaś nie wiedzieć gdzie jesteś, kim jesteś i w ogóle i w szczególe.. No cóż, nie podda się od razu. Nie będzie cię raczej szukał, poczeka jakiś czas aż jakimś cudem odnajdziesz swą matkę i do niej wrócisz, a następnie złoży wam 'miłą' wizytę.- zakończyła. Może i nie zrozumiałam wszystkiego idealnie, ale wystarczająco, by wiedzieć najważniejsze rzeczy.

- Czyli, że... Masz jakiś plan względem mnie?

- Plany to można mieć, gdy się chce kogoś przelecieć.- powiedziała westchnąwszy a ja zarumieniłam się na to sformułowanie. - Tak, dobrze zrozumiałaś. Polubiłam cię, podziwiam ludzi, którzy wciąż jakoś trzymają się po...- zadrżała na to. Chodziło jej pewnie o gwałt.- Póki co będziesz u mnie mieszkać. Nie żyje niestety jeszcze sama, bo nie jestem pełnoletnia. Mam dopiero tą nieszczęsną piętnastkę. - mruknęła. Przyjrzałam się jej lepiej... No tak, to możliwe, choć wygląda niezwykle dorośle. - Oczywiście moim rodzicom ani mru mru. Ale póki co nie musimy się o to martwić.
Dziwnym zrządzeniem losu, wyjechali wczoraj wieczorem na jakąś delegację, która będzie trwała około dwóch-trzech miesięcy.- powiedziała to tak, jakby często wyjeżdżali.

- To może zaczniemy od opatrywania twoich ran?


*      *       *        *

Ohayo!
Wiem, że jest strasznie krótkie, ale jakoś tak pasowało mi, by skończyć w tym momencie.
Co jak co, ale z niewiadomych powodów, jestem w pewien sposób dumna z tego rozdziału. Choć krótki, dupa i mój, to tak jakoś mi się podoba :3
Nie będę przynudzać, całuski *rzuca śliną w ich stronę* !
Lady Darkness
 

wtorek, 11 sierpnia 2015

Rozdział III

Na początek ostrzegam tylko, że na początku rozdziału będzie trochę +18.


- -------- - -------- -

- Wstawaj, suko!- do jej uszu doszedł ten znienawidzony głos. No tak, którzy inny byłby na tyle miły, by budzić ją w taki sposób.- Jasna cholera, jeśli się zabiłaś to cię zamorduję!- hm, bardzo inteligentnie z jego strony. No cóż, chyba czas wstawać.
Podeszła niechętnie do drzwi, wiedziała bowiem, że wcześniej czy później będzie musiała to zrobić.
Gdy tylko przekręciła klucz, do pokoju wpadł zdenerwowany Josh, rzucając na łóżko jakąś szmatkę.

- Znów mam grać?- spytała, myśląc o kolejnej roli żony. On jednak uśmiechnął się kwaśno i podszedł do niej. Momentalnie się odsunęła i dotknęła plecami chłodnej ściany.

-  Tak kotku, masz grać siebie.- wyszeptał a po jej krzyżu przeszedł dreszcz obrzydzenia.- Czyli dziwkę, którą jesteś.- mówiąc to rzucił nią o łóżko i brutalnie wpił się w usta.
Jedną rękę położył na jej piersiach a drugą zaś wsadził między nogi. Minako zaprzestała szarpania, gdyż wiedziała, że się jej oberwie.za tego typu zachowanie. Postanowiła leżeć więc grzecznie i czerpać z tego minimalną ''przyjemność''.
Blondyn rozpiął jej koszulę odkrywając bielizną. Bez zastanowienia zerwał z niej stanik. Hm, szkoda. Lubiłam go.- pomyślała.

Znów ohydne +18!

Zaczął obiema dłoni miętosić jej piersi najpierw lekko, następnie mocno. Ugryzł ją obok sutka a potem pociągnął za niego i zaczął ssać. Drugą rękę przeniósł na jej czułe miejsce i zaczął delikatnie pocierać przez materiał koronkowych majtek. Wsunął go za gumkę i bez żadnych ceregieli wepchnął go w nią i zaczął robić jej palcówkę.
Minako zagryzła wargi, i próbowała myśleć o czymkolwiek innym, tylko nie o tym, co się teraz działo z jej ciałem. Jak na złość jednak nie potrafiła skupić swej uwagi na niczym innym.
Nagle wszelki uścisk zelżał a ona spojrzała w górę nic nie rozumiejąc. On widząc jej wzrok, powiedział:

- Co? Zawiedziona?- zaśmiał się głośno, jakby powiedział właśnie najśmieszniejszą rzecz pod słońcem.- Nie będę cię męczył, mamy za około dwie godziny gości. Będzie to mój stary, dobry przyjaciel wraz ze swym niewolnikiem.- jej różowe oczy rozszerzyły się momentalnie.- I co? Cieszysz się? W końcu spotkasz kogoś takiego jak ty.- znów się roześmiał i wyszedł, zostawiając ją samą z rozdygotanym sercem.
C-co? Ale jakto?...Jest nas...więcej?- pomyślała wciąż niedowierzając.  Nie miała jednak czasu, by dłużej się nad tym zastanawiać.
Podniosła się do siadu i wzięła w rękę przyniesiony przez swego Pana kawałek materiału.
Przez jakiś czas przekręcała go w dłoniach, szukając jakiś oznak, które mogą mówić ; co to jest, jak to się zakłada, gdzie dół a gdzie góra.
Po dłuższych oględzinach stwierdziła, że nic jej to nieda, bo jakby nie odkręcić to zawsze będzie wyglądało tak samo.
Dziewczyna westchnęła zrezygnowana i naciągnęła na siebie czarny, cienki materiał, który sięgał od połowy piersi do tyłka. Gdy tylko naciągała ją na piersi, to czarne coś odkrywało jej cały tyłek, a gdy zakrywała tyłek, wychodziły piersi.

- Skubaniec jeden.- mruknęła i przejrzała się w lustrze.
Gdy zobaczyła swe odbicie, fale obrzydzenia powróciły. Zerwała się szybko i pobiegła do toalety by zwymiotować. Choć opróżnienie żołądka trochę poprawiło jej samopoczucie, to wciąż nie zmieniało faktu, że za niedługo przyjdą ONI... Z Josh'em nigdy nie wiadomo. Nikt by się nie zdziwił, gdyby zaplanował na dziś dziką orgię.
 Nie mając nic innego do roboty, wróciła do pokoju i zaczęła czytać jedyną książkę znajdującą się w tym pokoju.
Czas nagle przyspieszył i nim się spostrzegła, przyszła po nią Cecile i zaprowadziła do tak zwanego ''pokoju przyjęć''.
Gdy Minako podniosła głowę, złączyła się spojrzeniem z niebieskowłosą kobietą siedzącą na krześle.









Zdziwiła ją pewność siebie i swoboda, którą spostrzegła we wzroku nieznajomej. Jakby to ona była panią...Pomyślała, ale w jednej chwili zauważyła jeszcze jedną postać, siedzącą w rogu sali.
Był to młody chłopak o delikatnej cerze, brązowych włosach i zielonych oczach, pałających pustką.
Minako rozdziawiła usta ze zdziwienia....
Nie...przecież to niemożliwe...Chłopak nie może być niewolnikiem kobiety...A jednak.-dodała gorzko.
Chłopak widząc, że mu się przygląda, uśmiechnął się nań ciepło.

- Widzę, że zaskoczyło cię to iż ja tutaj jestem Panem a raczej Panią.- bardziej stwierdziła niż spytała. Minako wciąż stała w jednym miejscu, ale Josh popchnął ją w stronę kobiety, który wyciągnęła do  niej kościste dłonie. Po ciele dziewczyny przeszedł dreszcz....Ta dziwna kobieta napawała ją lękiem równie mocno, jak obraz wiszący na korytarzu.

- Hmm, niezły okaz.- mruknęła jakby do siebie i zaczęła oglądać ją, w dosłownym tego słowa znaczeniu. Minako nie podobało się to, wcale a wcale. Ku jej wielkiej uciesze, kobieta puściła ją wreszcie a ona zajęła wyznaczone jej miejsce obok nowego niewolnika. Gdy dosiadła się do niego, on nie szepnął do niej ani słowa. Nawet nie spojrzał, siedziała więc cicho, ignorując głośno rozmawiających właścicieli, których ogień podsycał się z każdym to nowym kieliszkiem wina.
 Po jakimś czasie nieznajomy odezwał się do niej, ale powiedział jej tylko jedno.

- Widzę, że jesteś tu od niedawna...Radzę ci uciekać przy najbliższej okazji.- ściszył głos do maksimum.- Ja siedzę w tym bagnie od pięciu lat. Uwierz mi, kiedy tylko zobaczysz małą szparę, przez którą sączy się choćby nikłe światło, uciekaj i biegnij nawet się nie odwracając.- powiedział śmiertelnie poważnie.

- Ale...dlaczego proponujesz to mi a sam nic nie zrobisz?- chłopak spojrzał na nią z oczami jak dwie czarne studnie bez dna, aż cofnęła się mimowolnie.

- Ponieważ mnie już wciągnęło..A jak cię wciągnie, to już nie puści. - powiedział i nie odezwał się do niej ani słowem więcej.
Cała noc spłynęła im na tym, że Josh i Jenny, jak się później okazało,  pili i śmiali się a o 6:00 wszyscy poszli spać. Minako, której głowa ciążyła od słów i pustych oczu niewolnika, jak tylko położyła głowę na poduszkę, zasnęła z prędkością światła.




*                         *                               *
Minako obudziła się około godziny 20, Josh i Jenny odsypiali jeszcze kaca.
Nie mając co robić, usiadła przy oknie, i już od ponad trzech godzin wpatrywała się w spływające po szybkie łzy nieba.
Śledziła uważnie ścigające się  krople.Przypominały jej one dzieci podczas zabawy w berka. Gra rozpoczyna   się   od jednego dziecka, chłopca bądź dziewczynki. Zazwyczaj grę rozpoczynają dziewczyny. Jedna biegnie sama przez plac, a zaraz dołącza kolejne dziecko, chłopiec. Potem kolejne i kolejne... Złączają się w jedną, spójną całość. Gdy tak biegną obok siebie, próbując się złapać, płeć, która rozpoczęła ową grę, zaczyna ją kończyć. Odłącza się wpierw jedna, mówiąc, że berek to nudna i prostacka gra dla chłopców. Za nią idą kolejne.
Pozostają w końcu tylko chłopcy i jedna dziewczynka, Minako w tym przypadku. Są razem do końca, aż wszyscy się nie zmęczą.
Tak właśnie było za dzieciństwa Minako.. I tak samo było z płynącymi kropami.
Dziewczyna patrząc na rozgrywającą się przed jej oczyma scenę, zaczynała popadać w dziwną aczkolwiek rozkoszną melancholię. Nie wiedziała, czy jeszcze kiedyś ich spotka i czy znów pobawią się jak kiedyś.
Dotknęła dłonią policzka, lecz ku jej zdziwieniu on nadal był suchy.
Może to koniec? Może wyczerpała całe swe pokłady gorzkich łez?
A może straciła już wszystką energię, potrzebną do życia, i upadnie zaraz bezwładnie jak lalka, którą niegdyś była?
Zegar wybił północ. Zza zasłony wyjrzała srebrny księżyc a Minako ruszyła ku niemu, niczym kuszona owocem grzechu. Dotknęła dłonią zimnej szyby, odwróciła się i jak zahipnotyzowana podeszła do drzwi, którymi wyszła na korytarz. Nie oglądając się za siebie, szła równo po zimnych kafelkach, nie czując zimna bosymi stopami.
Była jakby pogrążona we śnie, którego niedokońca pojmowała.
Ocknęła się niespodziewanie stojąc przy drzwiach wejściowych, o mało nie upadając na Wysoki wazon z kwiatami, którego brzęk mógłby obudzić Chestera, starego lokaja, który pomimo podeszłego wieku słuch miał dobry jak dawniej.
Różowowłosa stała chwilę, przypatrując się bogato zdobionym drzwiom. Pewnie stałaby tak dłużej, gdyby nie przypomniała jej się pustego     niewolnika.
Złapała szybko za klamkę i nerwowym ruchem pociągnęła ku sobie. Drzwi otwarły się z głuchym jękiem. Minako obejrzała się z przestrachem przez ramię, jednak nie widząc nikogo ani niczego podejrzanego, wymknęła się z domu.
Będąc już na zewnątrz, spojrzała się na księżyc i nie zwracając zbytniej uwagi na otoczenie, zbiegła po kamiennych schodkach i zaczęła biec ku małemu laskowi, chcąc się skryć prze latarniami, które zdawały się świecić dziś jaśniej niż kiedykolwiek, lekko podrażniając jej skórę.
Jej oddech nieznacznie przyspieszył, jej nogi coraz sprawniej poruszały się w coraz to gęstszym lesie.
Nagle usłyszała skowyt psa i głos jakiegoś mężczyzny. W mgnieniu oka w jej głowie pojawił się obraz, jaki naświetliła jej kiedyś Sadako. Wysocy i postawni mężczyźni z żylastymi psami u boku, którzy wydali komendę by te udały się w pogoń. Pogoń za zwierzyną...
W pogoń za nią.

Dziewczyna zaczęła biec w szaleńczym tępię, a jej długa nocna koszula zaczepiała się o każdą nawet najmniejszą gałąź.
W żyłach wrzała jej gorąca krew a w gardle zbierała się żółć.
Minako nie była przyzwyczajona do takiego wysiłku.
Na jej twarzy były liczne drobne rozcięcia oraz błoto. Nogi spływały jej krwią, tylko pobudzając psy do dalszego biegu.

Za sobą słyszała głosy. Coraz wyraźniejsze i coraz bliższe.
Przez chwilę nawet poczuła gorący psi oddech na swej łydce. Gdy już myślała, że już po niej, nagle zaczęła spadać.
Tak po prostu.
Biegła i biegła aż jej stopy oderwały się od ziemi, niczym niesione przez niewidzialne skrzydła.
Lecz zamiast lecieć w górę, ona spadała w dół.
Trwało to zaledwie kilka sekund, ale jej zdawałoby się wieczność.
Nagle wpadła do lodowatej wody.
Wyczerpana zaczęła bezmyślnie młócić rękoma wodę. Nie dość, że była na skraju omdlenia, to jeszcze nie potrafiła pływać.
Gdy już miała opadać na dno, czyjeś dłonie złapały ją w tali. Ale nie męskie, o nie.
Te były małe i delikatne.
Osoba którą była jej zbawicielem, bądź nie, zaczęła wyciągać ją na brzeg. Położyła ją na ziemi.
Wykończone Minako, otworzyła na chwilę oczy. Ujrzała mokrą dziewczynę, po której włosach spływała woda.
Czyżby anioł? Jeśli tak, to upadły. Pomyślała, nim odpłynęła w ciemność.







*    *    *      *


Szybko się ten nasz rozdział pojawił, nie? Xd
No cóż, znudziło mi się pisanie rozdziałów, w których ona wciąż jest niewolnicą :)

Przypominam znów o ANKIECIE!!!!
Nawet nie wiecie jaki zaciesz miałam, że pojawił się ten jeden, jedyny głos xD
Zgaduję, że komentarzy wam się raczej pisać nie będzie chciało??
No cóż...znam ten ból xD

niedziela, 9 sierpnia 2015

Rozdział II

Minako obróciła się wokół własnej osi, patrząc z niesmakiem na bordową sukienkę, którą kazał jej ubrać Josh. Obróciła się po raz drugi, po czym usiadła zmęczona i położyła ramiona ku sobie.

- To nie tak, że nie lubię sukienek... Kocham je, ale takie słodkie, lekkie i różowe.- mruknęła do Cecile, jedynej osoby do której mogła otworzyć usta w tym nienormalnym miejscu. Czterdziestolatka zaśmiała się i pokręciła głową a jej rude loki pofrunęły w górę. Podeszła do różowowłosej i położyła jej dłonie na ramiona.

- Ależ kochanie, wyglądasz pięknie.- pogłaskała ją, patrząc na naburmuszoną twarzyczkę odbijającą się w lustrze.

- Tak, pięknie, jak szykowna, hiszpańska dziwka.- sarknęła. Kobieta westchnęła ciężko i podeszła w stronę drzwi.

- Pamiętaj, za około dwadzieścia minut tu wrócę, by zaprowadzić cię do Pana.- powiedziała wyniośle i wyszła.

- No cóż, tutaj najnormalniejszy człowiek też ma swoje odbicia.- mruknęła i zaczęła przeglądać się w dużym lutrze, godnym królowej.
W pewnym momencie drzwi otworzyły się z hukiem, a Minako obejrzała się na nie zdziwiona.






W nich stał zdyszany Josh.
- Idziemy.- powiedział i wyciągnął ku niej rękę. Minako zmarszczyła nosek.

- Ale przecież miało być o piętnastej, a przyjść miała Cecile.- mężczyzna zbył tylko uwagę dziewczyny kiwnięciem głowy.

- Mała zmiana planów.- gdy Minako chwyciła go za ramię, zaczął tłumaczyć jej dzisiejszą rolę.- Moja matka przyjechała o godzinę wcześniej, masz udawać moją...- przerwał i spojrzał na nią z zakłopotanym wyrazem twarzy, który pojawiał się u niego niezwykle rzadko.

- Żonę.- dokończyła i prychnęła krótko.- Czyżby facet, który ukradł dziewczynę i uczynił ją swą prywatką, bał się mamusi?- spojrzał na nią groźnie, uciszając ją wzrokiem.- ... Czyli dzisiaj nadaję się, by udawać człowieka, ale normalnie to jestem tylko lalką?- nie odpowiedział.
Minęli wielki obraz, na którym widać było nagą, rudowłosą dziewczynę z różkami ,w objęciach kapłana w złotej sutannie. Może obraz nie był by tak ciężki i odrażający (według Minako,oczywiście) gdyby nie dwa brudne dominujące kolory, żółty i pomarańczowy. To, że ów mężczyzna nie miał twarzy, wcale tego nie poprawiało.
Po ciele Minako przeszedł dreszcz, a dziewczyna spojrzała na prowadzącego ją bogacza, by sprawdzić czy tego nie poczuł.
Na szczęście blondyn szedł dalej z kamiennym wyrazem twarzy.
Nim się spostrzegła, przeszli przez wielką willę, docierając do wejścia prowadzącego do jadalni.
Josh szturchnął dziewczynę łokciem, i ruszył ku kobiecie o miło wyglądającej twarzy.

- Witaj mamo.- przywitał się i złożył pocałunek na wyciągniętej ku niemu dłoni.- Czym zasłużyłem na ten zaszczyt, że odwiedzasz mnie o miesiąc wcześniej od zaplanowanej daty?- wytknął z sarkazmem.

- Tylko nie takim tonem, Alfredzie. - powiedziała starsza kobieta, patrząc na niego krzywo. - Czy matka, która dbała o swego syna przez osiemnaście lat nie może go już odwiedzić? Ponadto, z tego co pamiętam uprzedzałam cię dziś rano, że przyjadę.- powiedziała już normalnym tonem. Minako, mimo największych chęci, zachichotało lekko.
Nie wierzę, Alfred? powyżej wymieniony spojrzał na nią z nietęgą miną. W tym momencie, bestia w ludzkim ciele ją spostrzegła.

- Czyżbyś się wreszcie ustatkował?- zapytała i obejrzała  dziewczynę od stóp do głów, jakby ta była jakimś eksponatem w muzeum. Oglądana zarumieniła się i spuściła głowę.

- Hm, nieśmiała jak widzę. - kobieta odchyliła głowę w tył i westchnęła cierpiętniczo.- No, gadaj. Ile jej zapłaciłeś?- rzuciła jak gdyby nigdy nic.

- Co?- spytał zbity z tropu, wybałuszając oczy.

- To co słyszałeś. Ile jej zapłaciłeś, by udawała twoją żonę, huh?- miliarder spojrzał na nią tępo.- Chryste, Arnold, kiedy ty wreszcie dorośniesz?- rzuciła staruszka i zaczęła okładać go słowami.
Minako wydawało się to niezwykle zabawne, jednak wolała się nie odzywać, by nie zirytować bardziej swego... ''pana''. Przyglądała się więc im w milczeniu, nie mogąc uwierzyć, że ktokolwiek a tym bardziej taka mała osoba, może mówić do niego w ten sposób.
,,Więc nawet ktoś taki jak on, nie potrafi się uwolnić od władzy matki.'' pomyślała i znów odpłynęła w stronę ciepłych oczu Sadako, będących koloru bursztynu.


Ciepłe matczyne dłonie, dotknęły jej bladej twarzy, głaszcząc lekko policzki, aż nabrały różowej barwy. Minako widziała przez zapłakane oczy dwa, okrągłe punkty, przypominające jej barwą miód.

Śpij, śpij.
Zapomnij o troskach.
Rozłóż skrzydła,
i powiedz im Leć!

Śpij, śpij.
Jutro też jest dzień.
Czy będzie dniem straconym,
zależy od ciebie.

Śpij, śpij.
A gdy się obudzisz,
ja dam ci pędzel.
Więc namaluj swą przyszłość,
w barwach jakie lubisz. 

Cienki, anielisty głos przedarł się przez zasłony bólu, docierając do świeżej rany, zasklepiając ją.
Trzynastoletnia zaś dziewczynka, zapadała powoli w sen, nie bojąc się o jutro.
Co jak co, ale zawsze ufała słowom matki, które zawsze, gdy budziła się zlana potem po nocnym koszmarze, utulały ją do snu bez marzeń.



Dziewczyna poczuła, że po jej policzku spłynęła łza. Starła ją więc szybko, spoglądając na matkę i syna. W tej chwili wzrok siwowłosej spoczął na jej twarzy.

- Dobrze, więc może poznamy się lepiej? Oczywiście nie jako teściowa z synową.- powiedziała z wyrzutem, patrząc na blondyna.

- Nie ma takiej potrzeby.- powiedział szybko Josh.- Tak się składa, że Minako spieszy się do dzieci.

- Ach tak. A czy nie jest ona aby za młoda na dzieci?- spytała podejrzliwie. Gospodarz poczerwieniał, nie wiedząc co ma odpowiedzieć.

- Nie do moich, psze pani. To moja młodsza siostra i braciszek.- uratowała go z opresji dziewczyna, stwierdzając, że niema ochoty siedzieć dłużej w towarzystwie tej starej i marudnej baby.

- Och... Oczywiście. Tak więc nie zatrzymuję cię dłużej.- powiedziała i natychmiast o niej zapomniała.

- Uch..ekhem. To ja odprowadzę ją do drzwi.- mruknął wciąż zakłopotany, na co starsza kobieta skinęła tylko głową i zajęła się dogłębszym oglądaniem obrazu.
Josh chwycił Minako za ramię i wyprowadził ją z jadalni.
Idąc tą samą drogą, którą tu przyszli, nie odezwał się ani słowem.
Zatrzymał się dopiero przy drzwiach. Spojrzał na nią, lekko mówiąc, wkurzony i ''wrzucił'' do pokoju.
Jasnoskóra potoczyła się po podłodze i z jękiem uderzyła głową o grzejnik. Josh zamknął z hukiem drzwi i, jak było można się domyśleć, ruszył do swej matki.
Obolała podniosła się powoli na nogi. Zachwiała się i złapała  za firankę, która razem z karniszem spadła na ziemię, okrywając dziewczynę białym płótnem.

- No pięknie.- rzuciła zmęczona. Wyczłapała się powoli spod zasłony i ruszyła ku łazience.

Znajdując się przy drzwiach, obrzuciła ten znienawidzony pokój szybkim spojrzeniem i znikła za drewnianymi drzwiami.





*      *       *        *
 Pam, pam, paaam!
A oto kolejny dupny i spóźniony rozdział ;-;
Ajm soł sori, but ajm soł boring...

Dobra, może widzicie, a może nie.
Na samej górze bloga znajduję się nowo przybyła ankietka.
A teraz uwaga. Robiąc ją, nie musicie myśleć~!!!
WYSTARCZY WYBARAĆ '' JESTEM'' KLIKNĄĆ PRZYCISK I FINISH!!! END ŁI AR E CZEMPIONS!
No dobra, tymi to oto słowami żegnam się z wami i życzę miłych resztek wakacji! ;*
Lady Darkness